Transsiberian Highway

Blog o wyprawie samochodowej przez Syberię najdłuższą drogą świata

Siostry na Sybirze.

DSC06193

Opowieść ta ściśle jest związana z miejscami, w których się rozgrywała, a dzieli je ponad tysiąc sto kilometrów drogi. Nierzadko dziurawej, krętej, trudnej. Czyta i Angarsk oraz Siostry Służebniczki.

Zacznijmy od początku.

Czternastego listopada 1814 roku w Grabonogu przychodzi na świat Edmund Bojanowski. Wiecznie trapiony problemami zdrowotnymi nie zdołał spełnić swoich marzeń – ukończyć ani studiów filozoficznych ani seminarium duchownego. Jako człowiek głęboko wierzący i poświęcony idei pracy u podstaw zakłada ochronki dla sierot i powołuje Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, opracowując regułę zakonną przy udziale znakomitych osobistości z kręgu duchowieństwa.

Edmund Bojanowski swoją misję rozpoczyna w wieku 36 lat, kiedy to w 1850 roku otwiera pierwszą ochronkę i opracowuje metody pracy z dziećmi, które były później stosowane przez innych znanych pedagogów, jak Wojciecha Korfantego, i znajdują zastosowanie do dziś. Równocześnie tworzy od podstaw Zgromadzenie Sióstr Służebniczek, którego zasady i kształt zostały ostatecznie zatwierdzone przez władze kościelne w 1869 r. Sam Edmund Bojanowski osobiście przyjmował chętne do wstąpienia do zakonu aż do 1866 r., na cztery lata przed swoją śmiercią.

Dwadzieścia lat ciężkiej pracy, które przypadły na niełatwy okres. W zaborze pruskim nasila się poparcie dla germanizacji polskich ziem, działa hakata.

Przez całe swoje życie Edmund Bojanowski był osobą świecką. W 1999 został błogosławionym.

Przełom tysiącleci.

Rosja jest w większości krajem prawosławnym, z czego 95% prawosławnych należy do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Pozostali to wyznawcy szamanizmu (głównie ludy syberyjskie, jak Czukczowie), muzułmanie (ludy południowe, jak Czeczeni), Katolicy, Protestanci, ateiści i może coś jeszcze.

Pierwotnie katolicyzm i protestantyzm wyznawany był przez zesłańców. Pierwszy głównie przez Polaków, drugi przez zesłanych Niemców nadwołżańskich i bałtyckich.

Do 2003 r. biskupem diecezji syberyjskiej jest Jerzy Mazur. Diecezja Syberyjska jest największą pod względem obszaru katolicką diecezją świata (na Syberii nawet parafie mogą obejmować obszar większy od dużego europejskiego państwa).

W 2001 r.  pierwsze siostry przybywają na Syberię.

Czyta, 12 lat później.

Środa.

Po całym dniu jazdy przez tajgę zatrzymujemy się na noc w domu Sióstr w Czycie. Zostaliśmy wspaniale ugoszczeni, a noc spędziliśmy w budynku, który jest jednocześnie domem sióstr, stołówką, świetlicą i przedszkolem. Dzieciaki przyjdą tutaj już we wrześniu – w tym roku zapewne tydzień później, z powodu przeprowadzanych przez lokalne władze drobiazgowym kontrolom. Praktycznie żadna zagraniczna organizacja, misja czy służba nie ma w Rosji łatwo. Symbolicznym potwierdzeniem jest to, że każdy taki podmiot jest wpisywany w państwowych rejestrach w kategorii obcej (zagranicznej) agentury. Trudno nie mieć z tym złych skojarzeń.

Czyta jest prowincjonalnym, rosyjskim miastem. Około trzystu tysięcy mieszkańców, więzienia o zaostrzonym rygorze, upadłe kołchozy, brak perspektyw.

Siostra Urszula pokazuje nam album ze zdjęciami. Na jednym z nich – grupa wychowanków.

– Wyjechał do Moskwy, wyjechała na studia do Petersburga, do Moskwy, za granicę, za granicę. Ci zostali tutaj, założyli rodziny.

Wróćmy jednak do początków. Historię poznajemy oglądając album ze zdjęciami, będący lokalną kroniką.

W 2001 roku siostry przyjeżdżają na miejsce, które jest pozostałościami po dużym zakładzie produkcyjnym. Ich domem, miejscem pracy, modlitwy i misji ma być opuszczony hotel robotniczy. Stan budynku – do kapitalnego remontu. Kolejne zdjęcia pokazują powolne postępy prac, trud ludzi próbując doprowadzić budynek do stanu używalności.

Następne zdjęcia, parafianie. Pierwszy chrzest – kilkanaście osób. Z braku katolików w Omsku pierwszymi chrzestnymi musiały być same siostry. Pierwsza wigilia – kilka osób. Następna wigilia – znowu te same twarze, ale kilka nowych. Kolejne spotkania – twarzy coraz więcej. Społeczność wiernych ciągle się powiększa.

Kolejne zdjęcia, dzieci, przedszkolaki. Wesołe, żwawe, bawiące się. Wyglądające na szczęśliwe. W przedszkolu i świetlicy jest czysto, ciepło, bezpiecznie, ciekawie, dzieci zawsze dostaną jeść. Bo w domu – to niekoniecznie. W Polsce przyjmuje się mówić o patologicznych  rodzinach. Samo słowo nie posiada żadnej wartości, jeśli nie będzie odniesione do konkretnej sytuacji. Wydaje mi się, że według standardów obecnie przyjętych w Polsce nawet większość czytyjskich rodzin mogłaby być patologiczna.. Patrzę na zdjęcie – siostry odwiedzają swojego wychowanka w domu. Szare ściany z ciemnymi plamami wilgoci i grzyba w rogach, brudny i pozwijany barłóg na podłodze. Nie raz do takich domów siostry same przyjeżdżały, żeby zabrać dziecko do przedszkola. Już dziewiąta, dzieci do przedszkola! Gdzieś z głębi mieszkania słychać jakiś pomruk niezadowolenia osoby wyrwanej z głębokiego snu. Ojciec w więzieniu, matka bezrobotna i pije. Obydwoje bezrobotni. Obydwoje piją. Mieszkają w pustostanach lub opuszczonych mieszkaniach, co miesiąc zmieniają miejsce. Ojciec? Nie wiadomo gdzie. Rodzinne konfiguracje mogą być dowolne.

Na jednym zdjęciu dwóch uśmiechniętych od ucha do ucha chłopaków. Na drugim – równie uśmiechnięci pomagają przy pracach na dworze.

– Łobuzy niesamowite, ile ja z nimi miałam..

DSC06178

Wspólne, pamiątkowe zdjęcie

Chłopcy przyszli pewnego dnia i zapytali się, czy mogą zostać na noc. Przyszli kolejnego dnia. Następnego. I następnego. I zostali. Raz jednemu z nich  – Stjopie – chciano kupić kurtkę. Chodzili razem po wszystkich bazarach w mieście, a Stjopa ciągle kręcił nosem. Tu kołnierz nie taki, a zamek jakiś taki, a ta to nie, tamta też. W końcu dostał kurtkę kupioną przez siostrę. Oczywiście, nie w jego guście, rabanu i hałasu narobił na całą dzielnicę i solennie zapowiadał, że kurtki tej nie założy. Nosił ją kilka lat. Dzisiaj łobuzy wyrosły na dużych chłopaków, mają swoje życie.

Na kolejnym zdjęciu – drobna blondynka, Wala. Jak inne dzieci chodziła do Sióstr. Nie miała łatwiej od innych, ale później w życiu jej się nie poukładało. Zakochała się na zabój, rzuciła wszystko i poszła za chłopakiem, z którym zaszła w ciążę. Wybranek szybko okazał się być przeciwieństwem księcia z bajki i ją zostawił, Wala poroniła. Została sama, a wiele mostów za sobą zostawiła spalonych. Wróciła do Sióstr, pracuje w kuchni. Uczy się, chce skończyć studia. W swojej kwaterze nie ma ani biurka, ani szafy na ubrania. Obydwie dostanie od sióstr.

Dalsze fotografie. Bezdomni.

Siostry rozdają bezdomnym posiłki. Od poniedziałku do soboty – w niedzielę niech Bóg ma ich w opiece. Dla wielu przychodzących jest to posiłek przed pracą – żebraniem pod cerkwią (tam zawsze będzie dużo ludzi). Zimą Siostry pomagają opatrywać rany po odmrożeniach, czasem też po odparzeniach, gdy któryś z bezdomnych chroniąc się przed syberyjskimi mrozami zaśnie zbyt blisko jakiejś rozgrzanej rury. Raz przyszła poparzona kobieta. Zasnęła na dworze, ktoś podpalił pod nią trawę. Na innym ze zdjęć pan Kultura. Zawsze miły, uprzejmy, mówiący pięknym językiem. W poprzednim systemie był dyrektorem lokalnego teatru, po zmianie systemu stracił posadę, a razem z nią wszystko, co posiadał. Nowy ustrój, dziki kapitalizm zlikwidowały odgórnie narzucony zwyczaj ludzi chodzenia do teatru w zamian dając im kolorowe telewizory i telenowele. Pan Kultura był częstym gościem u Sióstr. Pewnego dnia przestał przychodzić. Został zabity.

Misja w Czycie to nie same smutne historie. Mamy zdjęcia z kolonii nad jeziorem. Są zdjęcia ze ślubu niektórych wychowanków, którzy założyli szczęśliwe rodziny. Któryś z wychowanków wyjechał do Wielkiej Brytanii – wrócił, aby pomóc, zorganizowano nawet fundusze z zagranicy na rozbudowę ośrodka. Na ostatnich zdjęciach, najnowszych – dorośli wychowankowie chrzczą w kościele swoje dzieci, nadal przychodzą na wspólne wigilie. Wychowankowie Sióstr przyślą tutaj swoje dzieci. Lata pracy dały owoc, realny, namacalny.

Ostatnie zdjęcie – oszroniony las, siostry i grupka dzieci. W marcu, kiedy robi się cieplej i czuć, że idzie wiosna, co roku robione jest ognisko. Cieplej, czyli tak z minus 25 stopni. Nikt na zdjęciu nie wygląda na zmarzniętego.

DSC06181

Widok na Czytę

Angarsk, piątek.

Angarsk to młode, przemysłowe miasto położone niedaleko Irkucka. Wybudowano fabryki, przyjechali ludzie do pracy, powstało miasto. Angarsk jest wypadkową produkcji przemysłowej, miastem z praktycznie żadną historią w porównaniu do innych dużych ośrodków miejskich. Jest tu nowa fabryka chemiczna, nie wiadomo, co tam robią i do atmosfery wypuszczają. Nie podoba się to tutejszym mieszkańcom. Ale kto by tutaj ludzi słuchał – mówi jedna z sióstr, u których nocujemy w Angarsku.

W Angarsku siostry również pomagają dzieciom. Zostawiamy cały nasz zapas antybiotyków i soli fizjologicznej – będą potrzebne. Jedno z rodzeństwa przytrzasnęło drugiemu palec furtką. Paznokieć zszedł, rana zaczęła się babrać i ropieć. Lekarz pierwszego kontaktu wysłał chłopca do szpitala, a tam potrzebni byli już rodzice. Ojca nie ma, matka – nie wiadomo gdzie jest, co robi. Starszy z rodzeństwa za nie chce nic powiedzieć, gdzie jest i czym zajmuje się jego mama. Dzieci nie mają kluczy od domu, wchodzą tam przez okno.

Klimat w Angarsku, podobnie jak w Irkucku, jest srogi. Lato jest krótkie, ale niezmiernie gorące, zimy długie i bardzo mroźne. Z opowiadań wynika, że ludzie się jednak przyzwyczajają do klimatu, w którym roczne amplitudy mogą wynieść nawet sto stopni Celsjusza. Ta różnica wystarczyłaby na zagotowanie wody na herbatę. W Angarsku pada o wiele więcej śniegu niż w Czycie. Na szczęście dokładnie wszystko jest odśnieżane, więc zimą można bezpiecznie po drogach jeździć. Tylko przed domem trzeba śnieg wymiatać, żeby nie zasypał. A ostatniej zimy to dużo śniegu napadało. Dużo śniegu, to ile, po kolana, pytam. Nie, po szyję.

Zimno jest wtedy, kiedy temperatura spada do minus 50 stopni. Minus 30, 40 to jeszcze norma, chociaż nowsze samochody, pełne elektroniki, mają wtedy problem z odpaleniem. Powietrze jest tu syberyjskie, suche, więc mróz jest znośny. Kiedy zaświeci słońce, wszystko pięknie się skrzy, jakby na ziemi i w powietrzu były małe diamenciki. Ale przy minus 50 jest już ciężko. Nie wychodzi się wtedy z domu, chyba, że z ciekawości, zobaczyć, jak to jest. Jedna z sióstr chciała poczuć, co znaczy minus 50 stopni, z czystej, ludzkiej chęci poznania. Oddychać nie sposób, płuca bolą od mroźnego powietrza. Chłód znajdzie drogę przez najdrobniejszą szczelinę ubioru i ukąsi zjadliwie. Podczas takiej zimy, długiej i mroźnej, najważniejsze, żeby ogrzewanie działało. Jeśli siądzie, rury pękną, to koniec. Zdarzało się, że w domach rodziny w piecu paliły wszystko – książki, meble, listwy, panele, krzesła i stoły, byleby przetrwać do wiosny. Jeśli samochód zepsuje się w drodze w taką pogodę, kierowcę i pasażerów czeka mroźna śmierć. Nie wiadomo, czy i kiedy ktoś będzie przejeżdżał, a człowiek na takim mrozie nie wytrzyma długo. Tak skończyła jedna z okolicznych rodzin.

Koło Irkucka jest taka wieś, Wierszyna. Założona przez polskich zesłańców. Dużo ich to zsyłali, zwłaszcza po powstaniach. Taki kawał drogi przejść, mówi siostra, niepojęte, jak oni to wytrzymali. Szybko kalkuluję – to około siedmiu tysięcy kilometrów. Jeśli szli na piechotę, to swoją karę odbyć szli rok. Czy okres zesłania liczony był od wyruszenia w drogę, czy dotarcia na miejsce? Syberię budowali zesłańcy. Trzeba zrozumieć, czym była ta kara. Jeśli na Syberię zesłałoby chłopa, poradziłby sobie. Gospodarkę zna, żyje z pola, lasu, natury. Wie, jak lepiankę zbudować, jaki grunt dobry, jak zaorać, jak zasiać, jak zebrać plon. Wyżywić się i przeżyć. Na Sybir zsyłano inny element. Spiskowców, inteligentów, szlachtę, wojskowych, księży, powstańców, dekabrystów. Ci ludzie żyli w miastach albo w dworach. Na Sybirze nie mieli nic, i nie wiedzieli nic. Znali księgi, prawa i teorie, ale nie jak przeżyć z ziemi. W tym aspekcie byli zależni od innych ludzi, tu – zostawieni sami sobie. W jedno miejsce zesłali na przykład samych wysoko urodzonych, ale dali sobie radę, przeżyli.

Zesłańcy budowali Syberię. Największymi badaczami byli Polacy Czerski, Piłsudski, Czekanowski, Godlewski, Dybowski. Góry Czerskiego to olbrzymie pasmo na wschodnim krańcu Syberii, w rejonie Kołymy, wielkie jak kilka dużych państw Europy. Podobno największy pomnik Polaka w Rosji to właśnie pomnik Czerskiego. Ci badacze, po odbyciu kary, nie raz zostawali dalej na Syberii. Tu był już ich dom, podobnie jak innych zesłańców. Daleki Sybir był dalej od Moskwy niż rodzima wioska w okolicach Warszawy, tu wzrok cara nie sięgał, macki ochrany ledwie, ledwie muskały te rejony ziemi.

Malczewski_wigilia_na_syberii

Jacek Malczewski – Wigilia na Syberii

Wśród mieszkańców był taki zwyczaj, żeby przy ogrodzeniu budować drewnianą skrytkę. Tam umieszczano jedzenie. Zbieg (kiedyś uciekający z zsyłki do domu, w późniejszych latach później z gułagu) mógł zjeść, aby mieć siłę do dalszej ucieczki. Mógł też liczyć, że w wioskach na swojej drodze zawsze znajdzie coś do jedzenia. Mieszkańców władze nie mogły oskarżyć, że przyjmowały lub ukrywały zbiegów.

W sobotę wyruszamy do Krasnojarska.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on August 30, 2013 by in Relacja z podróży and tagged , , , , , .
%d bloggers like this: